Jak schudnąć karmiąc piersią ?

Jak to urodziłaś i nadal masz dodatkowe kilogramy? Przecież mówią, że w ciąży można jeść wszystko w każdej ilości, a po porodzie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko znika. Jeśli nie, to przecież karmiąc wraca się natychmiast do figury,  przecież aktorki  po porodzie w blasku fleszy kroczą do telewizji śniadaniowej… Piękne, smukłe, umalowane powracają jako świeżo upieczone ekspertki od wychowywania dzieci.  Siedzę w dresikach miękko okalających mój puchaty brzuszek, karmię Stanisława od rana do nocy. Czasem mylą mi się dni tygodnia, a aktyność fizyczna polega na krążeniu kółek po salonie z hrabią na rękach. Halo, czy tylko ze mną jest coś nie tak?

Dlaczego nie chudnę?

Dwa miesiące po porodzie 5kg na plusie, a przecież przytyłam w ciąży„tylko” 14! Brak snu odbija się negatywnie na mojej gospodarce hormonalnej i metabolizmie. Co więcej badania pokazały, że czyni nasz mózg głodnym. Okazuje się, że młodzi rodzice w pierwszym roku rodzicielstwa tracą około 44 doby snu! Jakże jest mi to znajome, po nocy pełnej pobudek na karmienie, każdego dnia koło 16 mam znaczący spadek formy,  Mózg podpowiada zjedz czekoladkę, od razu dostaniesz zastrzyk energii i jakoś pociągniemy do wieczora. Na jednej kostce oczywiście się nie kończy…a reszty możecie się domyślać.

Hormony: prolaktyna, uwalniana podczas karmienia, stymuluje laktację, ale odpowiada również za uczucie głodu. Z tego powodu wzmożony apetyt podczas karmienia piersią jest jak najbardziej naturalnym zjawiskiem. Jednak jeśli jak ja wybieracie na zaspokojenie ssania w żołądku słodycze, to zamiast tracić kilogramy, zaczniecie je…gromadzić. Na szczęście organizm około 3 miesiąca życia dziecka uodparnia się na żarłoczne działanie PRL i jest to dobry czas by pomyśleć o diecie.

Jeśli borykacie się dodatkowo z zaburzeniami hormonalnymi, jak niedoczynność tarczycy, konieczna jesta kontrolę u lekarza po porodzie. Ponieważ może się to przyczynić nie tylko do problemów z wagą, ale zahamować laktację i…utrudnić Wam i tak już pełne wyzwań życie młodej matki.

Niedostatek czasu, drugie imię rodzica odbija się echem na braku zbilansowanych posiłków, jedzeniu byle, czego, byle jak i byle gdzie. Okazuje się, że owszem jemy mało, bo dwa razy dziennie, ale kalorycznością posiłków mógłby poszczycić się sztangista, kulomiot, albo górnik.

Czy karmienie piersią spala kalorie?

Zapotrzebowanie energetyczne kobiety podczas laktacji wynosi 2200-2500 kcal w zależności od aktywności fizycznej (czyli dodatkowo jakieś 500-700kcal). Na początku noworodek je niewiele, bo jakieś 5 ml na jeden posiłek, czyli tyle ile łyżeczka do herbaty w ciąg miesiąca jego żołądek powiększa się 20 krotnie i wraz z rozpoczęciem 2 miesiąca życia spożywa około 100 ml mleka. Między 1 a 6 miesiącem życia malec łącznie spożywa 750 ml pokarmu na dobę, a do wyprodukowania 100 ml mleka potrzeba około 73kcal.

Jak łatwo policzyć dzienny deficyt wynosi około 500kcal, należy tu zaznaczyć, że mamy bliźniąt lub karmiące dwójkę spalają 1000kcal na dobę! Żeby zrzucić 1 kg tłuszczu należy spalić 10 000 kcal, dlatego odżywiająca się prawidłowo mama karmiąca powinna spalić kilogram w 20 dni. To teraz wyciągajcie kalkulatory, żeby obliczyć datę powrotu do wymarzonej figury;)

Jak schudnąć?

Prosta matematyka poprzedniego akapitu wskazuje, że więcej spalimy, jeśli częściej karmimy. Dlatego warto malucha po przystawiać wielokrotnie. Nie tylko zapewni nam to sukces laktacyjny, zdrowie dla malca, ale też wesprze powrót do formy. Badania wskazują, że optymalne tempo utraty kilogramów to 1kg tygodniowo. Szybsze tempo wzmaga uwalnianie do pokarmu produktów rozpadu tkanki tłuszczowej, również takich jak toksyny, wolne rodniki.

Co więcej nie przebadano i raczej się to nie stanie (ze względów etycznych) odżywek białkowych, preparatów zarówno ziołowych jak też farmakologicznych wspomagających odchudzanie. Jesteśmy więc zdane na siebie, żadnych wspomagaczy, jedynie chęci i ewentualne wsparcie w ludziach.

Zdradzę Wam sekret

Skoro apetyt pod działaniem prolaktyny normuje się po około 3 miesiącach od porodu, czyli rychło w czas, nie ma co się dłużej ociągać, bo lepszy moment nie nadejdzie. Oto mój plan działania:

  1. Badania dowodzą, że kobiety karmiące swoje dzieci dłużej niż pół roku statystycznie chudną więcej. Do 6 miesięcy karmię WYŁĄCZNIE piersią. Żadnego rozszerzania diety w 4 miesiącu życia
  2. Dzień witam szklanką wody z cytryną i mam przygotowane dwa bidony wody, żeby wypijać 2,5-3 litry wody dziennie, ale nie więcej, ponieważ nie przekłada się to na ilość pokarmu (kolejny mit: pij dużo wody, będziesz mieć więcej mleka…ech)
  3. Dużo błonnika, warzyw, mniej owoców i przede wszystkim zdrowo i smacznie. Inaczej nie zjem…nie ma szans
  4. Jem regularnie co 3 godziny-na wieczór przygotowuję obiad, a pozostałe posiłki są proste-śniadanie musli, II śniadanie jogurt z owocami, obiad, smoothie (cudo naszych czasów-gotowe mixy)
  5. Mam też zestaw pogryzek dla matki karmiącej- poporcjowałam sobie suszone owoce, orzechy, migdały i jak łapie mnie głód otwieram i jem, żeby nie rzucać się na słodycze
  6. Po uzyskaniu aprobaty ginekologa (KONIECZNE!) chcę rozpocząć aktywność fizyczną. Wizyta kontrolna jest niezbędna, ponieważ należy ocenić stan mięśni prostych brzucha, czy nie rozeszły się po porodzie i zamknięcie się szyjki (jeśli nie nastąpiło, lub występuje stan zapalny, nadżerki istnieje duże ryzyko infekcji)
  7. Z dwójką dzieci nie dam rady chodzić na fitness, więc będę się starać uskuteczniać dywanówki z chłopakami-Staś na rękach i Franek w tle….albo będziemy po prostu tańczyć-to działa zawsze. Zamierzam odprowadzać Francisława do żłobka, 20 minut piechotą, dwa razy dziennie brzmi dumnie!
  8. Jeśli słodycze to tylko domowej roboty i bez konserwantów, chcę żeby chłopaki zdrowo się odżywiali,
  9. Motywacja, żeby zacząć już jest, teraz trzeba wyrobić nawyk, żeby w postanowieniu wytrwać.
  10. A na koniec moja tajemnica

Badania naukowe potwierdzają związek karmienia piersią, szczególnie długiego z utratą wagi. To jednak za mało, by być skutecznym… Nikt jak odtąd nie zmierzył związku psychiki i chudnięcia. A jakże często zajadamy smutki, nagradzamy się ulubionym deserem, czy poprawiamy nastrój czekoladą. Niejednokrotnie ani ćwiczenia, ani dieta, ale właśnie psychika okazuje się kluczem. Ja pracuję nad tym wrednym gremlinem, który szepcze że mi się nie uda, że nie warto, że jestem niewystarczająca… Jednak konus nie wie, że to nie chodzi już tylko o mnie, chcę żeby nasza rodzinka była zdrowa i wysportowana. A Ty znasz swojego, małego sabotażystę? Co tam szepcze Ci do ucha?