Po artykule o przedwczesnym sadzaniu i stawaniu rozpętała się burza, wiele z Was prosiło, bym napisała o leżaczkach i fotelikach samochodowych. Jednak w trakcie zbierania materiału okazało się, że problem jest dużo poważniejszy. Dla komfortu mam powstały bowiem dwa niebezpieczne przedmioty, które kompletnie zaburzają prawidłowy rozwój niemowląt. Jakże naiwna byłam i nie znałam realiów, myśląc, że nikt już nie stosuje chodzików…Tymczasem okazało się, że nie dość, iż chodzik ma się dobrze…to mamy stosują dużo bardziej szkodliwy gadżet…

Chodzik

Kupowany z zamiarem ułatwienia nauki chodzenia, de facto je utrudniają. Ponieważ ćwiczy się podparcie czubka palców, co powoduje przedwczesne, nieprawidłowe poruszanie się. W wymuszonej pozycji dziecko nie ma możliwości w pełni obciążyć powierzchni podeszwowej stóp, nie kontroluje również równowagi, niezbędnej dla prawidłowej pionizacji. Zaburzony zostaje cały proces nauki chodzenia. Nie ma naturalnego przejścia od raczkowania, podpierania się o meble, poruszanie przy nich by postawić pierwsze kroki najpierw ze wsparciem, następnie samodzielnie, jednak powstało coś dużo bardziej szkodliwego:

Skoczki i krzesła do skakania

Kuszą kolorowymi zabawkami i chwilą odpoczynku dla mamy, jednak, jakie skutki przynosi ich użytkowanie? Według producenta można je stosować od 6 miesiąca życia, natomiast moim zdaniem w ogóle nie powinno się ich kupować. Swoją budową przypominają chodzik- podobna jest również postawa dziecka, które się w nich znajduje- majtki, do których wsadza się malucha stwarzają nieprawidłowe warunki dla rozwoju niedojrzałych stawów biodrowych.

źródło: http://hipdysplasia.org

Jednak najgorsze jest to, że większość z nich pozwala na podskakiwanie…odbijając się od podłogi! Czyli wywołując ogromny nacisk na kręgosłup, kolana i kostki. Dzieci podobno w nich szaleją, tylko pytanie czy to radość, czy przymus skakania z powodu ucisku na biodra oraz pozostałe stawy?

Leżaczki i bujaczki

Mamy w domu bujaczek od huśtawki z opcją leżaczka-ma nóżkę blokującą, ale nie stosuję… Ponieważ się nie da, wiele mam dzieci nieodkładalnych razem ze mną smutno westchnie, bo ich dzieci w owych sprzętach siedzieć nie chcą. W końcu leżenie na mamie jest dużo lepsze. Czy to jednak powód do zmartwień? Całkowite wyeliminowanie tych urządzeń z życia codziennego, w obecnych czasach jest praktycznie niemożliwe. Należy jednak korzystać z nich prawidłowo i z umiarem. Przede wszystkim istotne jest symetryczne ułożenie dziecka, by nie leżało ukośnie i zbyt nisko. Gdyż powstaje ucisk na odcinek lędźwiowy. Po drugie malec nie powinien przebywać w takim sprzęcie maksymalnie godzinę dziennie, gdyż pozycja siedząca uniemożliwia swobodne zginanie nóżek.

Foteliki samochodowe

Podobna sytuacja tyczy się fotelików samochodowych, są tak skonstruowane, by można w nich było przewozić już noworodki, dzięki wyprofilowanej wkładce zmniejszającej ich wnętrze. Choć nazwa wskazuje miejsce użytkowania- samochód, są ono notorycznie nadużywane zamiast gondoli. Niemowlaki godzinami towarzyszą rodzicom podczas zakupów w fotelikach wpiętych w wózek, śpiąc w nich NAWET 8 godzin, również w domu, na spacerze…TO NIE JEST GONDOLA!

Nacisk na kręgosłup występujący w pozycji w foteliku sprawia, że dziecko powinno w nim przebywać maksymalnie godzinę, a następnie odpocząć. Dodatkowo siedzisko nie jest wystarczająco szerokie by móc swobodnie poruszać nóżkami w stawach biodrowych.

żródło: http://hipdysplasia.org

Dalekie podróże z maluszkami są trudne, ponieważ postoje powinny odbywać się co godzinę, maksymalnie dwie. Rada, by na długie dystanse wybierać się w nocy, gdy dziecko śpi nie jest najlepsza, ponieważ wtedy przerwy są niemożliwe do zastosowania.

Potrzeba rozwoju i bliskości

Podsumowując oprócz chodzika i skoczka, które powinny trafić do kosza, leżaczki i bujaczki są dla ludzi, tylko z umiarem. Natomiast fotelik samochodowy winien pozostać w pojeździe, albo być używany sporadycznie. Dziecko siedząc w nich ma większe pole widzenia niż leżąc na płasko, ale płaci za to wysoką cenę. Nie tylko fizyczną, ale również psychiczną, często korzystamy z leżaczków, bo…chcemy odpocząć. Ogarnąć dom, ugotować, ale zwróćmy uwagę, szczególnie jeśli dziecko jest niewymagające, czy nie zaczynamy je traktować jako obiekt do obsłużenia. Dziecko potrzebuje bliskości, aktywności oraz urozmaicenia,nie tylko z powodów emocjonalnych. Do prawidłowego rozwoju układu ruchu, ale też zmysłów potrzebuje doświadczać, trenować mięśnie słuch, wzrok. smak, dotyk.

Ja nie muszę o tym pamiętać, moje dzieci są wymagające, potrafią dobitnie i głośno zadbać bym nie zapomniała o ich potrzebie kontaktu. Może Twój maluch daje się odkładać do leżaczka, bujaczka, fotelika i jest mniej wyrazisty, ale zapewniam, że potrzebuje Ciebie tam samo mocno.