Robię to, by mój niemowlak dobrze się rozwijał

Dzisiaj będzie o rozmowie. Nie no dzisiaj to już przesadziła, każe gadać do niemowlaka, rozumiem roczniak, kilkulatka, ale w takim wieku? Jak kilku, kilkunastotygodniowe dziecko może nas zrozumieć Litości…Tak! Tak, właśnie i można to robić w całkiem sensowny sposób, może nie do końca zrozumiały, ale o tym dalej…

Jak zacząć?

Pamiętacie ten moment w życiu, kiedy poznajecie nową osobę i jest troszkę…sztywno, jaki temat poruszyć? Gorączkowe poszukiwanie w głowie czegoś w miarę neutralnego…Jak tu zacząć rozmowę? Kiedy odzew jest niewielki, albo żaden. Na każde pytanie lub stwierdzenie zapada cisza, człowiek zaczyna się pocić, opowiada coraz więcej, w pewnym momencie dialog zamienia się w monolog, po woli zrezygnowany zapętla się w swoim słowotoku, po czym i tak zapada krępujące milczenie…

Niezbyt przyjemne doświadczenie, jednak okazuje się, że idealnie przydaje się w momencie, kiedy u boku oprócz Męża pojawia się bezzębny Bąbel :). Potomek może okazać się dobrym partnerem do rozmów, tylko, że na interakcję trzeba poczekać. Jakieś… 1,5 miesiąca, …ale warto!

Kiedy najlepiej?

Pamiętam to głupie uczucie, kiedy tuż po porodzie ambitnie postanowiłam mówić do Synusza. Gdy wróciliśmy do domu zaczęłam od oprowadzenia Go po mieszkaniu i opisaniu każdego miejsca, kończąc na jego kąciku do spania. Nie powiem poszło całkiem gładko nie wykraczałam zbytnio poza barwne opisy przeznaczenia każdego z pomieszczeń, jednak brak jakiejkolwiek reakcji troszkę mnie deprymował. Nic to pomyślałam, jak zacznę to wejdzie mi krew, żeby było raźniej zachęciłam Męża do współudziału w akcji, co oczywiście spotkało się z dyplomatycznie wyrażoną pogardą w postaci przewrócenia oczami i czegoś w stylu: błagam…

Ale o czym tu dyskutować?

Z natury bywam zawzięta(oczami wyobraźni widzę westchnienie tych czytających, którzy mnie znają), kiedy ktoś chce mi udowodnić, że moje działania są pozbawione sensu, staję na głowie, by udowodnić, że się mylą… Tym sposobem stałam się narratorem każdej codziennej domowej czynności. Zdecydowanie pomogła mi myśl, że bbel jest po prostu małomównym obcokrajowcem i trzeba mu wszystko szczegółowo wyjaśniać.

Narratologia

Parę razy zwątpiłam czy ma to jakikolwiek sens…Jednak zauważyłam, że malec łagodniej reaguje na kąpiel, kiedy po kolei omawiałam cel naszych działań. Chętniej poddawał się masażowi i ubieraniu, kiedy określałam ramy czasowe czynności, w pewnym momencie przyłapałam się, że sprawia mi to przyjemność, do tego stopnia, że wymyślałam różne piosenki z autorskim tekstem na melodię znanych hitów( z synem w roli głównej, jednak nie przytoczę tekstu…). Myślę sobie nic to jestem troszkę zwariowana, nie ma się, co dziwić. Mąż dalej oficjalnie utrzymywał sceptyczne stanowisko, aż któregoś ranka przy porannej toalecie słyszę jak coś mówi. Sądziłam, że rozmawia przez telefon z kimś znajomym. Zaciekawiona podeszłam do drzwi łazienki, a tam:

-Tak zgadzam się z Tobą Nuszku, sytuacja z uchodźcami jest zdecydowanie paląca

-leu, ggggggghhuuuuuu-mruknął z aprobatą Syn.

-jak najbardziej masz rację, należy interweniować jak najszybciej

Wspólnymi siłami

Nie powiem satysfakcja jest. Jednak efekty całkowicie przerosły moje oczekiwania, kiedy zaproponowałam u teściów, żeby każdy do niego mówił, jakby wszystko rozumiał. Aż tu kiedyś przy obiedzie Ciocia nosząc Bąbela nęciła go smakowitościami, które za chwilę miał spożyć w obiadkowej porcji mleczka. Kwieciście opisywała potrawy zachwycając się smakami i aromatami, po czym nastąpiła pauza, ciotka dodała-

-A to, co czujesz teraz w powietrzu podczas smażenia Nuszku to akroleina

Tak słyszałam, że mówienie do dzieci rozwija, nie sądziłam jednak, że dojdziemy do informacji na poziomie akademickim w takim tempie…cóż Bąbel profesorem?