Zachodzisz w ciąże-wielka niewiadoma, kiedy zbliża się do rozwiązania oprócz lęku przed porodem, pojawiają się myśli: jak maleństwo będzie wyglądało, jakie będzie. Obraz sielskiego macierzyństwa, młodej matki spoczywającej na łożu obok swego malucha Siła spokoju, niecierpliwość i już nie możesz się doczekać, byś mogła takiego pachnącego noworodka utulić i poznać. Starałam się nie wyobrażać, jaki będzie synusz przed jego urodzeniem, żeby później nie być zaskoczoną. Chociaż kusząca wizja niemowlęcia-anioła, błogo owiniętego w betach, który delikatnie, co jakiś czas (najlepiej jak najrzadziej) sugerował kwileniem, że jest głodny, zagnieździła się gdzież z tyłu głowy. Oczywiście przez jakieś trzy pierwsze miesiące, Franek był drastycznym przeciwieństwem takiego malca. Bardziej przypominał z zachowania High Need Baby. Wobec jego płaczu nie dało się przejść obojętnie, do dziś nie znosi zasypiać. Szybko się denerwuje i traci cierpliwość, ale poza tym jest niesamowicie uroczy, kiedy ma lepszy dzień.

Na szczęście po bliższym poznaniu i dłuższym czasie razem zaczęliśmy wychodzić na prostą. Całkiem nieźle wychodzi nam dogadywanie się, apodyktyczność obu stron znacznie zelżała, wydawało się nawet, że powstała nić porozumienia.Ostatnio jednak życie zdruzgotało jednoznacznie moje wyobrażenia o dziecięciu ugodowym i spokojnym. Chodzimy, co tydzień na zajęcia dla Mam z dziećmi, syn tradycyjnie uwolniony z chusty, po krótkim rekonesansie oddala się, by zająć się czymś bardziej interesującym niż Matka.

Na ogół jest to zachwycający, kosmaty dywan, niesamowite metki od pluszaków, czy plastikowe pojemniki na zabawki. Nie przeszkadzają mu inne pełzające dzieci, ani pozostałe mamy, po prostu ma swoje zajęcia. Z godnością przyjmuje nasze matczyne śpiewy piosenek dla dzieci, od czasu do czasu racząc towarzystwo ziewnięciem. Na ogół zebrana dziatwa przewyższa wiekiem i umiejętnościami motorycznymi Nuszka, więc trzyma się profilaktycznie z boku, żeby nie zostać stratowanym. Z pasją i w samotności oddaje się badaniu nowych przedmiotów, badając je ze szczeólnym namaszczeniem. Świat otaczającym mógłby por prosu nie istnieć.

W tym tygodniu coś się zmieniło, mając w głowie poprzednie spotkania, niczego nieświadoma uwolniłam Bąbla. Syn tym razem zaprezentował w całej krasie swoją nową umiejętność.(Otóż zaczął się on przemieszczać. Zdaję sobie sprawę, drogi czytelniku, że pełzanie wydaje się raczej prymitywną formą poruszania. Jednak odpowiednia doza determinacji czyni ją niesamowicie skuteczną). Puszczony wolno niczym horda Hunów okrążył (opełzał?!) całe zgromadzenie, przetrzepując przyniesione przez inne dzieci zabawki (nie powiem byłam lekko zaskoczona). Agresywnie zabierał młodszym dzieciom co lepsze łupy. Pierwsze dziesięć minut upłynęły na ogałacaniu, rubieżach i plądrowaniu.

Pierwszy raz zainteresował się innymi dziećmi, badając je poprzez ściskanie, poklepywanie, oraz nagryzanie (nie wiem czy zauważył różnice pomiędzy grzechotkami a żywymi niemowlęciem, ponieważ proceder poznawania i towarzysząca temu radość była podobny) Oczywiście ani razu nie oglądając się w moją stronę, pruł w kierunku pani prowadzącej spotkanie, by następnie malowniczo rozrzucić jej dokumenty i długopisy. Wszystko działo się tak szybko, że nie wiedziałam gdzie pędzić najpierw i czy w ogóle cokolwiek albo kogokolwiek da się uratować przed atakiem.

Zatkało mnie, w domu faktycznie dokonywał drobiazgowej analizy ciekawych (patrz wszystkich) przedmiotów podpełzając do nich, by następnie zgrabnie przeskanować je przez jamę ustną. Nie zauważyłam jednak wcześniej zabójczego tempa procederu i miażdżącej determinacji (drżyjcie szefowie korporacji, mój syn nadchodzi). Pomiędzy jednym odciągnięciem od zabawki, a drugim podgryzieniem, przepraszając za zajście zauważyła jednak coś jeszcze. Otóż mój pół roczny niemowlak miażdży, dosłownie bezzębnym uśmiechem, rzucanym nonszalancko wobec wszystkich zgromadzonych. Muszę cię ostrzec czytelniku, że jest on szczególnie uroczy przez dołeczki jakimi obdarzyła go matka natura. Gdy lekko skonfundowana i zażenowana zaczęłam przepraszać inne matki, okazało się, że…są zachwycone, jakiż to Nuszek jest towarzyski, sprawnie się porusza i jest taki uroczy. Co mój Syn potwierdził, szczodrze obnażając dziąsła, fukając przy tym radośnie.

Okazało się, że  przebywając wśród dzieci z młodszej kategorii wiekowej, Bąbel staje się lwem salonowym. Kiedy emocje opadły, zostałam zasypana gradem pytań:

– ile ma wieku?

-jak to jest, że wydaje się taki pogodny?

-kiedy zaczął pełzać? Od czego się zaczęło?

– jak to zrobiłam, że Franio jest taki sprawny?

-czy ma rodzeństwo?

-czy ćwiczę z nim w domu?Albo mam jakieś specjalne zabawki?

W mojej głowie pojawił się mętlik, co tu powiedzieć? Przecież on w ciągu kilkunastu minut zrobił taki bałaga, że zimny pot mnie zalał na samą myśl o sprzątaniu, poturbował mniejsze dzieci i wcześniej się tak nie zachowywał! Co tu się dzieje? Co gorsza chyba przeoczyłam moment, kiedy Młody zaliczył jakiś przełom, co ja mówię przeskoczył przepaść rozwojową.. Jedyna odpowiedz, która przyszła mi do głowy, nasunęła się sama, wiec wybąkałam:

Ja mu po prostu…mu towarzyszę i nie przeszkadzam…

I może to jest clue całej sytuacji? Być?