Były takie momenty na początku mojej pierwszej drogi mlecznej, kiedy chciałam wyć. Na samą myśl o przystawieniu malucha do piersi autentycznie miałam ochotę wyskoczyć przez okno, albo przynajmniej uciec, gdzie pieprz rośnie. Obolałe brodawki, godziny spędzone z laktatorem, dokarmianie i nieustanna walka o przybieranie na wadze. Czułam się w tym wszystkim samotna, niewiele pomagały komentarze rodziny, znajomych. Do wściekłości doprowadzały mnie wszystkie rady, jedyne, co podnosiło na duchu, to opowieści innych mlecznych fajterek. Kobiet, które przeżywały to co ja-zwątpienie, przytłoczenie, zmęczenie, wyrzuty sumienia i ostatkami sił chciały dać swoim dzieciom to co dla nich najlepsze.

Historie pełne żalu, smutku, wytrwałości, walki z spektakularną wygraną, a czasem…porażką. W nich była moc, to że tak wiele z nas kobiet zmaga się ze sobą, innymi. Dlatego dzisiaj głos oddaję Wam, moim czytelniczkom, które chciały podzielić się częścią siebie, swojego macierzyństwa i jego początkami pełnymi wyzwań.

„Uwielbiam karmić mojego synka, mamy prawie 8 miesięcy i nadal się karmimy. Początki były trudne, bo synek ciągle był przy piersi(, ale nawet nie przyszło mi do głowy ze mogłabym mieć niby słaby pokarm, czy nie mieć go w ogóle) Wiedziałam ze taka natura, ze mały bobasek ma prawo być 24h na dobre przy cycu. Wszystko bolało przez pierwszy tydzień jak cholera, ale maści pomagały. Ból to nic w stosunku do tego jakaś bliskość uzyskuje się ze swoim dzieckiem podczas karmienia. Gdy mała rączką chwyta za pierś i słodko mruczy podczas jedzenia, a potem bezpiecznie zasypia. Pierś jest zawsze niezawodnym sposobem na uspokojenie małego, gdy wszystkie inne zawodzą”                               Patrycja patrycjahaltof

„Z Frankiem karmiliśmy się prawie 2 lata, mimo bardzo trudnego początku. Przez pierwsze 5 dni nie chciał złapać piersi wyginał się i krzyczał, ja rozkręcałam laktacje laktatorem. Przez 5 dni miedzy karmieniami zostawało mi 45 min na sen, najpierw karmiłam strzykawką, potem usypiałam, następnie odciągałam metodą 7-5-3, wyparzałam laktator i po 45min wolnego sytuacja się powtarzała, Teraz w styczniu urodziłam Julka i on pięknie od początku sam je z piersi, ale życie nie jest kolorowe. Mój drugi syn potrafi mieć dni walki krzyku, odpychania trwające nawet 25 min zanim zdecyduje się ładnie przystawić do piersi i ssać. Nie rozumiem, czemu tak jest, jednak ładnie przybiera na wadze i mam nadzieje, że nasza mleczna droga będzie długa „                                                                                            Ania mama_frania_i_julka

„Karmie piersią mój synek ma 3 miesiące, ale strasznie denerwowało mnie na początku gadanie innych, że mam chudy pokarm ze mam na noc karmić butelka itp, powodem tej gadaniny było to ze mały do karmienia budził sie, co 1,5-2 godziny. Planuje karmić na razie pół roku mam nadzieje, że będzie mi to dane. Chociaż poczatki karmienie wspominam bardzo źle.                                                                                                            Nikola nikola.blaut

 „Pokarm pojawił się u mnie w 4 dobie po cc. Córeczka od pierwszego przystawienia pięknie ssała. Były łzy na początku, ale i tak jestem zadowolona, że się nie poddałam. Dwa miesiące spędziłyśmy na wiszeniu na piersi 24h. Ciągle myślałam, że mam za mało mleka i trochę dokarmialiśmy mm. Dziś 8 miesięcy, a my nadal się karmimy, choć zazwyczaj w nocy.. Choć byłoby lepiej gdyby, obyło się bez mm. Jak patrzę z perspektywy czasu to zabrakło mi odpowiedniej wiedzy, i pomocy ze strony szpitala, gdyż nikt się mną nie interesował po cc, czy przystawiłam dziecko„                                                                                  Natalia nataliaweg

„Miałam to szczęście być bogatsza o doświadczenie kuzynki i chodzić do szkoły rodzenia prowadzonej przez położną, która jest doradcą laktacyjnym. Wiedziałam, więc, z czym to się je i czemu czasem może się nie udać. Do karmienia podeszłam z zamiarem takim, że na pewno spróbujemy, w razie, czego będziemy walczyć. Jednak bez jeńców, bo przecież głodzić Dzika (TaDzika) nie będę! Skutek jest taki, że bez problemów się karmimy już 11ty miesiąc. Na szczęście ani razu nie usłyszałam z ust żadnego pracownika MZ o mieszance, a mój alergolog polecił nawet jak najdłuższe karmienie piersią, bo to najlepsza dla jelitek potencjalnego alergika! Powodzenia!”                                                                       Magda mama_atopika

„Smutne to ze u nas w kraju ciągle brak wiedzy i wsparcia dla kobiet karmiących piersią. Sama karmię z powodzeniem juz ponad 3 miesiące ale ciągle ktoś rzuca kłody. ..każda krosta , czy sucha skóra małego interpretowana jest przez pediatrè jako moja wina (cyt. “O, najadła się czegos”), a jak płakał przy badaniu do szczepienia, to pani pielęgniarka stwierdziła że głodny , bo na piersi, to płacze. Z kolei teściowa wiecznie zdziwiona ze jak to możliwe że on nie jest głodny? Może mu glukozy dać? Itd… ręce opadają. Na szczęście ja wiem swoje i na ile to możliwe nie słucham tych głupot. Zawsze znajdzie się jakaś głupia rada, dlatego rób swoje dla malucha i bądź silna, będzie dobrze! „                                                     Karolina karo__ch

„Karmiłam 14 miesięcy syna. Uważam to za najpiękniejsze 14 miesięcy w życiu. Nie zawsze było jednakowo. Bywały dni, kiedy oboje chcieliśmy się poddać, on ciągnął i mleko leciało słabo, bo mama poprzedniego dnia nie zadbała o siebie i nie wypiła odpowiedniej ilości, czy nie zjadła porządnego posiłku. Miałam dość, bo wisiał na cycu cały dzień, przez co nie zrobiłam nic konkretnego. Żałuje, kiedy okazało się ze jestem ponownie w ciąży posłuchałam ginekologa na SOR i odstawiłam małego. Fakt, wtedy mieliśmy ciężki okres, ale walczyliśmy. Po paru tygodniach przeczytałam o mamach ciężarnych karmiących.. Niestety mały już nie chciał ssać…i tak nasza przygoda się skończyła”                                            Ada_matuszak

„ Od początku moja Lilianka była i na KP i na MM, bo mojego mleka było jak na lekarstwo… Nie pomogło częste przystawianie (wręcz wiszenie przy piersi), laktator, herbaty na laktację, zmiany pozycji…. Lila leciała z wagi, płakała z głodu. Przez 4 tygodnie tylko raz udało mi się ściągnąć mleko z dwóch piersi po całej nocy na jedną porcję! Po tych 4 tygodniach nie miałam ani kropli mleka… Niestety natura czasami jest dla nas bezlitosna. Obojętnie jak się staramy. Serce mi pękało za każdym razem, gdy podawałam MM, obwiniałam się strasznie… Miałam chyba początki depresji przez to, ale w końcu musiałam sobie przetłumaczyć, że nie jestem gorszą matką. Bo nie jestem. Każdej dziewczynie powiedziałabym: spróbuj. Na MM zawsze możesz przejść, ale chociaż spróbuj!”                                                      sierpniowka

„Pamiętajmy, że karmienie piersią to nie tylko mleczna droga i bliskość, ale jest dobre dla NAS- zmniejsza ryzyko raka piersi! Trzymam kciuki za każda mamę, która chce karmić naturalnie. I pamiętajcie, ze kp to nie wiedza tajemna i możecie szukać wsparcia u innych mam!                                                                                                     Marta marta_bart

„Nie mam miłych wspomnień, jeśli chodzi o początki karmienie piersią. Gdy moja Zosia się urodziła, wylądowała w inkubatorze. Wiec było ciężko z przystawianiem. Pobudzałam laktację laktatorem, masowałam, próbowałam ręcznie ściągać chociaż po kropelce. Gdy w końcu dostałam ukochana córeczkę do swych ramion, wiedziałam ze nie mogę się poddać i będę walczyć. A wiec non stop przystawiałam Zosie. Jak ja odkładałam to dalej stymulowałam laktatorem. Az w końcu miałam taki nawal pokarmu, że zrobiło mi się zapalenie piersi. Straszny bol, gorączka, zmęczenie. Skończyło się na antybiotyku. Myślałam, że będzie koniec z karmieniem, poddawałam się. Jednak mój maż dawał mi ogromne wsparcie, dobre słowo i sile bym się nie poddawała. A wiec mimo bólu próbowałam, aż w końcu się udało. Karmiłam dumnie aż udało mi się pokonać zapalenie. Tydzień później kolejne zapalenie…. Byłam załamana. Mąż powtarzał dałaś rade przy pierwszym, wiec przy kolejnym tez dasz rade. I miał rację!!! Tak, ze przeszłam 2 zapalenia. Dziś karmie prawie 4 miesiąc i nie wyobrażam sobie inaczej. Bliskość córeczki cos pięknego. Fakt, ze nie mam już tyle pokarmu w jednej piersi co przed zapaleniem ale w drugiej jest za to aż nadto a Zosi to wystarcza jak na razie. Dziewczyny nie poddawajcie się mimo bólu, zwątpienia a nawet zapalenia. Jeśli jest taka możliwość karmcie swoje dzieci piersią!   Monika monika_szydelko

„Oj ja bym chciała usłyszeć na początku, że karmienie nie jest takie proste i przyjemne. Osobiście byłam w szoku, że mnie to tak bolało, że mleko się lało wszędzie, a mały nie chciał ssać… Ale byłam zdeterminowana. Wiedziałam, że to najlepsze, co mogę mu dać na początek. Karmiliśmy się przez nakładki pół roku a potem udało mi się zejść z nakładek i karmimy się już prawie 17 miesięcy                                                                                                domikosa

„To ja chyba, jako jedna z nielicznych nie miałam problemu z karmieniem od początku, Zosia od pierwszego razy potrafiła dobrze ssać. Bałam się będąc w ciąży, bo moja mama nie miała pokarmu i karmiła mnie mm. Myślałam ze u mnie będzie podobnie, ale nie było, karmię już 4 miesiące. Zosia super się rozwija i podwoiła już swoją wagę urodzeniową. Nie myślę o tym jak będą wyglądały moje piersi po odstawieniu, bo liczy sie tylko to, że dla córeczki karmienie piersią jest bardzo wartościowe! No i…oczywiście kocham jak się przytula i cieszy na widok cyca!”                                                                                                            Kasia matuszakkas

„Każda kobieta ma mleko, bo ono ” rodzi się w głowie”, że nie ma znaczenia czy miseczka A czy D, mleczka jest tyle ile dziecku potrzeba. Karmienie nie jest trudne. Trudne jest natomiast otoczenie, ciotki, bratowe, szwagierki, wszystkie super doradczynie… ile ja się nasłuchałam,, że dziecko mi się budzi w nocy bo się nie najada. Potem, że się przejada, że powinnam przejść na mm i mieć spokój. To jest najgorsze w chwilach zwątpienia i zmęczenia. W kryzysach laktacyjnych, o których tak mało się mówi, a które ma każda kobieta i wtedy mleczka jest mniej.. Kobieta myśli “straciłam pokarm, dziecko się nie najada, wisi 24h przy cycu, to moja wina, ze ono płacze” a tak naprawdę organizm przeskakuje na wyższy level. Mleko skokowo dostosowuje się do wzrastającego dziecka, a problem minie za kilka dni. Ale ten czas ciągnie się jak miesiące, czy lata… Trzeba mieć dużo siły by po tych nieprzespanych nocach nie zwątpić i nie ulec szeptom osób trzecich. Bo warto! Dla tych przytuleń, spojrzeń i uśmiechów spod cyca, dla tej bliskości dziecko chce czuć mamę a nie plastik butelki ! Trzeba walczyć, bo cycki i tak kiedyś opadną a wspomnienia pozostaną. A! Nie dodałam, że za chwile stuknie mi 7 miesiąc karmienia piersią i dziękuje sobie w duchu, że nie posłuchałam moich szwagierek! Nie żałuję ani jednej nieprzespanej nocy!                                                    autentyczna

„Mi karmienie przyszło intuicyjnie przy obydwu córkach. Oczywiście nie obyło się bez bólu, ogromnego nawału i łez. Ale położne w szpitalu, co 2 godziny pomagały mi przystawiać pierworodna, abym nauczyła się robić to prawidłowo. Podbudowały mnie bardzo. Myślę, że dzięki takim kobietom młoda mama może uwierzyć, że się uda pomimo początkowych trudności. Miałam to szczęście ze córki były mega głodomorami i jadły bez końca, obie odstawiłam po 1.5roku”                                                                       Agnieszka didi.hand.made

„Początki mojego karmienia były trudne. Zapalenie piersi x2, bolące brodawki, cała lodówka kapusty. Ale wytrwałam i karmiłam ponad 20 miesięcy. Nawet, gdy wróciłam do pracy jak mój synek miał 8 msc, to wstawałam o 5 rano by go nakarmić, odciągałam mleko w pracy, a po powrocie do domu siedziałam z małym godzinę, a on taki przytulony sobie ciamkał, (chociaż sama umierałam z głodu). W pracy miałam pełne wsparcie szefa, koledzy się śmiali, ze teraz to przynajmniej mam fajne cycki. Jednak najbardziej zabolały mnie komentarze koleżanek, kobiet, które powinny rozumieć cud karmienia i więź z dzieckiem: “czy ty na prawdę karmisz, czy tak chcesz pracować 7h?”, “Długo będziesz tak karmić? zaraz znikniesz”, “ja bym się tak nie męczyła…”                                                                Karola bloominka

„Ja karmiłam tylko miesiąc bardzo chciałam karmić jak najdłużej. Piersi mnie w ogóle nie bolały … niestety mój Alek miał silny refluks i było to bardzo wyczerpujące jak po dwóch tygodniach doszły kolki, już nie dawałam rady. Nie chciał jeść wcale, bo miał silną zgagę przez refluks i w końcu się poddałam…Myślę, że dla mnie jak i dla niego to była słuszna decyzja, bo oboje się męczyliśmy… Ale nadal mam poczucie winy…” Karolina lille.lykke

„Karmiłam półtora roku i mam dobrą wiadomość np. moje piersi po zakończeniu karmienia nie uległy zmianie. Początki nie są usłane różami, ale naprawdę warto walczyć i NIE SŁUCHAĆ OSÓB TRZECICH (że zły pokarm, ze woda leci, że się nie najada etc.) Zwłaszcza babci, cioci a nawet mamy jak mówi, że dziecko trzeba dopajać wodą WARTO KARMIĆ

  • Po pierwsze WYGODA jedzonko dostępne o każdej porze dnia i nocy, nie ma zabawy z butelkami.
  • Po drugie nie ma nic lepszego od pokarmu naturalnego. Przeciwciała, budowanie odporności dla naszego maleństwa.
  • Po trzecie jest to niezwykła więź pomiędzy mamą, a dzieckiem.
  • Po czwarte dla Mamy- spadek wagi w ekspresowym tempie i szybsze obkurczanie się macicy=lżejszy połóg.
  • Po piąte bliskość, cycek dobry na wszystko, na zły dzień, daje poczucie bezpieczeństwa, dziecko podczas karmienia czuje zapach mamy, spokój etc.
  • Po szóste wiem, że dzięki kp moja córa rok czasu nie chorowała, ospę zniosła cudownie, a pierwsza biegunka pojawiła się po 2 latach, przypadek? Nie sądzę
  • Po siódme karmienie piersią ma wpływ na mniejsze zachorowanie na raka piersi.
  • Po ósme to jest coś stworzone przez naturę przez nas tylko dla naszego Maleństwa, czy zatem może być coś wspanialszego na świecie niż to co łączy matkę i dziecko dzięki karmieniu piersią. Dzięki kp nasze dziecko staje się V.I.P – em.

Także cycki do góry i karmimy !!! Ja za miesiąc zacznę tą przygodę od nowa i już się nie mogę doczekać”                                                                               Weronika weronitka

„Ja się zgadzam kp jest trudne, zwłaszcza na początku, po cc, gdy laktacja jeszcze nie ruszyła, dziecko głodne, a szpitalny laktator w 30 minut ściąga raptem 2 krople albo nic. Trudno było też że względu na brak wsparcia położnych, ich sprzeczne opinie ( dokarmiać mm do oporu, albo w ogóle nie dawać mm, albo dać trochę mm i karmić często przystawiając do piersi). Płakałam nie raz. Pokarm dostałam w połowie 5 doby, kilka godzin po opuszczeniu szpitala. Karmiliśmy się pięknie aż w końcu trafiliśmy do pediatry z zapaleniem układu moczowego, a ona stwierdziła że pokarmu nie mam i muszę podać mm. Moja pewność siebie zniknęła w minutę i wbrew zdrowemu rozsądkowi uwierzyłam. Teraz już wracam na właściwe tory, dzięki poradzie laktacyjnej i znowu wierzę że jestem w stanie wykarmić moje dziecko”                                                                                                                                     Daria dariaa_kaa

„W życiu się różnie układa, ja jestem wielką orędowniczką wolnego wyboru. Sama karmiłam bardzo krótko. Żałuję, ale mojej córce krzywda się nie stała. Nigdy nie chorowała, jest szczęśliwym dzieckiem. Przed drugim karmieniem mam zamiar się lepiej przygotować i o to walczyć. Ale ja rozumiem, ze są kobiety, które nie mogą lub nie chcą karmić piersią. I nikomu nic do tego.”                                                                                                           Jola  jolasza

„Mi najbardziej smutno z powodu braku doradców laktacyjnych w wielu szpitalach.. Tam gdzie na świat przyszedł mój Franek opieka super, ale.. No właśnie nie było kogoś, kto pokaże nauczy i poświęci swój czas na naukę karmienia. Franko urodził się dwa tygodnie wcześniej przez cc. Taka była potrzeba z dnia na dzień dowiedziałam się o cc. Ani ja psychicznie ani mój organizm nie był przygotowany do porodu. Nie miałam jeszcze żadnych oznak zbliżającej się godziny “0”. W pierwszych dniach mleczko się pokazało, ale nie było kogoś, kto by mi wytłumaczył, co i jak.. A byliśmy w szpitalu 6 dni. Owszem miałam położna swoja z tym ze ona sama stwierdziła ze Franek musi nabierać masy i to jest najważniejsze.. A wiec brak pomocy doradcy, a także moja niewiedza i niestety tylko przez 6 dni w szpitalu próbowałam go przystawiać, co kończyło się stresem i przygnębieniem. W końcu uznałam, że nie ważny sposób karmienia, istotne by dziecko nie było głodne..                         Marta marta_franio

„U nas to była wspólna walka w 3 z baaardzo czynnym udziałem taty. Razem z mężem rozpoczęliśmy 6 rok studiów oboje wiedzieliśmy jak ważne jest kp minimum przez 6 miesięcy i oboje musieliśmy iść na zajęcia. Podział na zadania był już przed porodem ja miałam ogarniać “cycki” a tata cała resztę ( kupno butelki, laktatora, sterylizatora, woreczków i pojemników do mrożenia i podgrzewacza). Wszystko się zaczęło 21.09 Po próbach sn skończyło się na cc. Tato malucha przygarnął zaraz po porodzie i jak ja leżałam na płasko przy pomocy taty przystawialiśmy młodego. Laktacja ruszyła pełną parą, później nawał, mama albo z synem przy cycu albo z laktatorem. A tato jak szalony rozlewał pokarm do pojemniczków, podpisywał, wszystko notował (data, godzina, w jakiej kolejności będzie trzeba zużywać itp itd) i kursy ze szpitala do domu do zamrażalnika. Wspólnymi siłami zdobyliśmy mleko na start, gdy trzeba będzie ruszyć na zajęcia.Mama ruszyła na zajęcia a tato został w domu z małym. Po godzinie sms “wracaj do domu z mlekiem coś nie tak”. Młody nie zdążył jeszcze zgłodnieć, a ja już byłam. Do tej pory nie wiem, co było powodem, ale ta porcja miała bardzo brzydki kolor i zapach, więc z niej zrezygnowaliśmy. Na szczęście reszta zapasów była ok. I tak cały czas na zmianę zostawaliśmy z małym, (choć to ja głównie starałam się być). Siedziałam albo z Małym przy piersi albo z laktatorem. Były momenty, że czułam się jak krowa. Straszne zmęczenie, bo nie można było pospać nawet jak mały śpi dłużej, bo trzeba było odciągnąć. Tato mi cały czas towarzyszył i super ogarniał stronę techniczna. Nie dałabym rady bez niego. Były chwile zwątpienia czy nie przejść na mm, ale szybko mijały jak tylko przystawiałam Młodego. I tak karmiliśmy się do 10 miesiąca, kiedy to Młody sam zrezygnował. Radość Taty, że też może Nasze Maleństwo karmić tym, co dla niego najlepsze była ogromna. To uczucie bliskości i świadomość, że dostarczam Maluchowi to, co najlepsze dawało mi siłę. Pomimo dezaprobaty rodziny i ich dobrych rad o mieszance.”                                                                                                                                                 grabki1g

„Początki z kp wspominam miło. Godzinę po cc przystawienie do piersi, dobę później już miałam mleko. W szpitalu, gdzie rodziłam była doradczyni laktacyjna, która nam bardzo pomogła. I na początku też byłam nastawiona, że kp przede wszystkim. Mimo tego, że potrafiła mi ze 3 godziny tak wisieć przy “cycu” nie przeszkadzało mi to. Ja karmiłam, a narzeczony ogarniał resztę. Ale niestety później zaczęły się “schody”. Stres i nerwy spowodowały zanik pokarmu. Mimo walki, próby. Laktator zawiódł. Teraz twierdzę, że nie ważne, jakie mleko od matki czy modyfikowane, ważne żeby dzieci były zdrowe i prawidłowo się rozwijały.”                                                                                                 Kasia _katt.lo

„Ja przy Heli nastawiałam się, że będę karmiła rok, po 3 tygodniach miałam dość (epizod depresyjny) i dopiero po przejściu na butelkę zaczęłam dochodzić do siebie. Teraz przy drugiej postanowiłam spróbować raz jeszcze, bez oczekiwań, na luzie. Początki były bolesne i takie długie leżenie z dzieckiem dla osoby, która lubi być w ruchu jest mocno upierdliwe, ale włączam sobie serial na netflixie i jakoś lecimy. Już i tak jestem o 3 tygodnie dalej niż z pierwszą (w nagrodę kupiłam sobie nowy stanik do karmienia. Zobaczymy jak długo dam radę”                                                                                         Grażyna matka_psycholozka

„Uważam, ze karmienie piersią wcale nie jest łatwe, dostałam synka 30 minut po cc i od tej pory cały czas przystawiałam do piersi. Od samego początku miałam sporo pokarmu. Ale chciałam poruszyć inny aspekt, wraz z porodem nasze ciało jest wystawione na widok publiczny- krocze, biust na wierzchu. Położna przychodzi, ściska piersi i patrzy czy mleko leci. To jest takie odżegnywanie od szacunku, dla ciała! Nawet nikt się nie pytał czy może, w 3 dobie poranione brodawki tak, ze przy przystawianiu zaciskałam zęby i płakałam z bólu! Nawet prysznic sprawiał mi ból, początki były ciężkie, wszystko lepkie od nieustannie wypływającego mleka, dziecię wiszące na piersi przez 24 h. Teraz karmimy się już 9 miesięcy i będziemy jak najdłużej. Za nic bym nie zamieniła czasu spędzonego razem, świadomość ze dziecko potrzebuje Cię najbardziej na świecie i żyje tylko na Twoim mleku cudowna!!!!”                                                                                                           Liza lizalizzyp

„Moją Julke urodziłam ponad trzy miesiące temu. Od razu w szpitalu po porodzie pokarmu miałam od groma. Nie byłam przygotowana z laktatorem, ale bardzo szczęśliwa ze mogę karmić. W pewien sposób czułam się dumna, ze mogę karmić własne dziecko tym co mój organizm produkuje. Jednak od początku miałam problemy. Mała bardzo ulewała jak karmiłam ją piersią, a organizm nie dał się długo oszukać laktatorem i ściąganiem pokarmu do butelki. Jednak dotyk dziecka to, co innego, tego nie da się podmienić. Karmiłam mała ok. 2 miesiące. Mimo, że przybierała na wadze dobrze, to poświęcenie i brak czasu dla siebie, sprawiło ze zamknęłam się na wszystkich. Psychicznie po prostu tego nie wytrzymałam, to nie byłam ja… Cały czas przepełnione piersi, pokarm na koszulkach, bo nawet wkładki nie pomagały, brudna z pokarmu i dziecko ciągle płaczące, bo chce mleka. Walczyłam długo, do momentu, gdy moja mama nie przyszła i nie usiadła ze mną. Zaczęła tłumaczyć ze prócz szczęścia dziecka liczy się też moje i ze więcej moja Julka zyska, gdy będę szczęśliwą mamą a nie tą cały czas smutną osobą. Jestem jej wdzięczna za tą rozmowę. Pokarm skończył mi się pod koniec drugiego miesiąca i całkowicie przeszłam na mleko modyfikowane. Czy brakuje mi bliskości z dzieckiem? Owszem, ale staram sobie jak i jej wynagradza to częstym przytulaniem, wspólnym gaworzeniem i leżeniem. Mam nadzieje ze będzie dalej tak zdrowo się chować jak teraz. Bardzo szanuję te kobiety, które potrafią wykarmić dziecko tylko swoim pokarmem przez długi czas. Serio jesteście wielkie!                                  mamiszkajuliszka

Te historie są jak my, kobiety pełne autentyczności, mocy, nadziei, ale czasem i zwątpienia… Jedne kończą się sukcesem, inne rozczarowaniem. Jednak coś je łączy, niesamowita walka o miłość, o siebie. By odnaleźć w tym wszystkim prawdę o sobie, jako młodej matce. Poszukiwanie definicji bliskości, macierzyństwa, niby to tylko karmienie, ale zaklęta jest w nim jakaś ulotna tajemnica…