Myślisz “idealna Pani domu?” I co widzisz? Co staje Ci przed oczami? Ja wspominam moją Mamę, zawsze dbającą o porządek, między pracą a domem. Nienagannie ubrana, gotująca obiad, ciągle na nogach, ciągle w ruchu. Tylko w tym perfekcjonizmie brakowało czasu na bycie, rozmowy, refleksję. Wiecznie niedoścignione wzorce, ustawicznie coś do poprawy, nieidealne, coś, co nie powinno ujrzeć światła dziennego. Naszła mnie taka myśl, że nieustannie próbujemy dążyć do wzorców, które mamy zakorzenione od pokoleń.   Nasz mamy, ciocie i babcie są kobietami, które wymagały od siebie niesamowicie dużo, zapominając zupełnie o swoich potrzebach.  Zawsze musiało być posprzątane, uprane do dziś pamiętam zapach magla, który odwiedzaliśmy przynajmniej raz w miesiącu. Stół na Święta? Nienaganny obrus, ozdoby, dzieci w idealnych ubrankach, niesplamionych zabawą. Dom pachnący pastą do podłóg, nigdy kurzem. Praca zawodowa, a po powrocie do czterech ścian znowu praca, ale tym razem domowa. I tak do dziś większość z nas wykonuje ten kierat automatycznie i bez emocji, bo wiemy, że trzeba, że musi być zrobione, nikt inny za nas tego nie zrobi. Któregoś dnia, byłam tak wykończona monotonią rutyny, że w duchu modliłam się, żeby chłopcy nie prosili mnie o ponowne czytanie (jakieś dwudzieste trzecie) tego samego egzemplarze “Kici Koci” By po prostu zasnęli bez licznego wychodzenia z łóżeczka, pod byle pretekstem, przeciągania nocnych harcy w nieskończoność. Marzyłam o samotnej chwili spokoju, chociażby 15 minut, gdzie nikt mnie nie woła, niczego od mnie nie chce. Aż uderzyło mnie, jakie to przerażające, że chcę się “pozbyć” czasu z dziećmi, za cenę spokoju. Coś muszę robić nie tak, że czuje się tak wykończona, pomimo iż nie widzę dzieci pół dnia, to mam dość i najchętniej poszłabym spać, by dzień minął jak najszybciej.

 

W głowie zaczęłam szybko przelatywać swój dzień, co wysysa ze mnie energię? Praca? Pacjenci? Owszem czasem jest ciężko, ale po rozmowie z Mężem wracam do siebie. Wszystko wskazywało na prace domowe, bez bicia przyznaje, że sprzątać nie znoszę, jeśli ktoś zna badania naukowe wskazujące na szkodliwość sprzątania chętnie się z nimi zapoznam 🙂 Sprzątać nie lubię, jednak porządek cenię sobie ogromnie. Dlatego z mężem ustaliliśmy harmonogram porządków i jakoś się sprawdza. Czyli to fałszywy trop…   Nie prasuję, chyba, że na wyjątkowe okazje, ostatnie regularne używanie żelazka przypada na okres narodzin Frania, więc 2015 rok. Wtedy to wyprasowałam wyprawkę i inne ciuszki i więcej tej czynności wykonywanej regularnie nie pamiętam. Pranie to tylko wrzucenie ubrań i rozwieszenie (co czynię cyklicznie, kto ogląda moje sterty prania na stories, ten wie) MAM! TO gotowanie mnie wykańcza, może nie tyle, sam proces, ale wszystko, co się z tym wiąże… Począwszy od faktu, że nie jestem mięsożerna, a mój mąż wręcz przeciwnie. Teściowa gotuje wybitnie, więc podniebienie małżonka jest niezwykle wymagające. Dodajmy do tego Franciszka, dziecię wybredne i już chęci do pichcenia brakuje.   Najpierw zaplanować posiłki, zrobić listę zakupów, iść do sklepu, bo świeżych produktów typu owoce i warzywa niestety nie zamówię online (chyba, że znacie i polecacie, bo ja jak na razie preferuję lokalny warzywniak Postać w kolejce, ) Wtaczać to do samochodu, wejść na czwarte piętro ( mam jakieś szczęście do mieszkań bez windy) z dzieckiem pod pachą, rozpakować na półkach, poustawiać…A później od nowa bałagan przy otwieraniu składników, tyle opakowań do wyrzucenia. Na koniec ratuje mnie zmywarka, ale też trzeba naczynia opłukać, załadować, wyładować…Ech, co robić? Gotowanie mnie dobija, a rodzina głodna…   Gdyby tak ktoś przejął część tych obowiązków? By, choć trochę odpuścić? Mamy pralki, suszarki, zmywarki, ale na prywatną kucharkę pozwolić sobie nie mogę. Chociaż gdyby policzyć czas stracony w kolejkach, na gotowaniu, później zmywaniu i sprzątaniu…I tak dzień w dzień, tydzień po tygodniu? Pieniądze wydane na gaz, paliwo, prąd i to, co bezcenne zmarnowany dobry nastrój oraz czas spędzony z bliskimi.

 

 

 

Z niekłamaną zazdrością obserwuję popularność diet pudełkowych, najpierw dostępne dla gwiazd sportu, aktorów, trenerów, fitblogerów. A przecież to, coś idealnego dla matek! A już na pewno, tych, wracających do formy! Mierzyć, ważyć liczyć kalorie przy maluchu u boku, a nie mówiąc o większej gromadce! Tylko te ceny…Myślę sobie to nie dla mnie!   Aż trafiłam na wyszukiwarko-porównywarkę https://cateromarket.pl/. Przekonując się, że​     ofert jest tak dużo, że każdy znajdzie coś dla siebie! Ponieważ obejmuje firmy z całej Polski. Można przejrzeć rankingi zarówno pod względem, jakości, jak i ceny! Co ciekawe podział nie jest dedykowany na diety mięsne i wegańskie, ALE! Dostosowane do różnych sytuacji zdrowotnych, znajdziemy zakładkę bezglutenową, bez laktozową, wegańską wegetariańską, ale też możemy dobrać ją indywidualnie. Co oznacza ułatwienie na przykład dla mam karmiących małych alergików, kiedy bez stresu mogą wykluczyć dany alergen. Z resztą przekonaj się sama wszystko jest tam świetnie opisane i posegregowane. Strona wyszukuje i porównuje różne diety pudełkowe w otwarty i przejrzysty sposób przedstawia opinie klientów, zarówno tych usatysfakcjonowanych jak i nie. W efekcie to my, ostatecznie podejmujemy decyzję na podstawie opinii.  Nie sposób dobrze zorientować się w tak bogatej ofercie nie znając ocen innych użytkowników. Możecie w wyszukiwarce ustawić ilość posiłków, oraz całodzienną kaloryczność.

 

 

 

Jeśli długo odżywialiście się nieregularnie, albo tak jak ja-raz super zdrowo, a za chwilę śmieciowo. To uważam, że to dobry start na szybką zmianę nawyków. W regularnych odstępach czasu dostarczasz organizmowi wartości odżywczych. Oduczysz się podjadać i zapominasz o przetworzonej żywności. Wbrew pozorom oszczędzasz pieniądze, bo ze sklepowych półek nie kuszą batoniki, chipsy podczas stania w gigantycznych kolejkach, a może i spodnie okażą się rozmiar za duże?     Przyznam Wam szczerze, że miałam wyrzuty sumienia, że jestem nie wystarczającą mamą, że nie dałam rady jak pokolenia kobiet przede mną, skoro przechodzę na dietę pudełkową. Aż kiedyś poznałam starszą panią, lekarkę koło 90-tki. Jako młoda dziewczynka pamiętam, że miałam cudownych rodziców, byli niesamowicie zgodni i dużo czasu poświęcali na edukację i kontakt z dziećmi, a była ich czwórka. Kiedyś jednak nastąpił w ich związku poważny zgrzyt. Przed wojną mieli kucharkę i któregoś razu tamta zachorowała, więc Mama postanowiła ugotować dla całej rodziny grochówkę. Tata, jako człowiek zachowawczy, nigdy nie rzucał opiniami publicznie. Tym razem przy obiedzie, Ojciec, mimo, że kochał bardzo małżonkę po kilku łyżkach potrawy rzucił “Kochanie, tego bym nawet świniom nie podał, myślę, że jako matka i pani domu masz inne talenty, które powinnaś rozwijać” I od tego czasu już Mama nie pojawiła się w kuchni, za to uczyła ich czytać, pisać, pokazywała literaturę i jak widać nauka nie poszła w las, bo starsza pani skończyła medycynę.   Nie wiem jak długo potrwa przygoda z pudełkami, ale na razie czuję, że mam więcej czasu dla siebie, dzieci, męża. To ogromna radość, kiedy wracam do domu po ciężkim dniu, i czeka na mnie zdrowy, pełnowartościowy posiłek. Codziennie jakieś urozmaicenie, pięknie podane, kolorowe. Poprawił się mój nastrój, a dzięki temu nasze relacje. Lubię się realizować, osiągać nowe cele, rozwijać się zawodowo, ale chcę też zapewnić moim chłopakom to, co najważniejsze-ciepło i miłość. Może centymetry w pasie nie lecą jak szalone, ale zyskałam coś dużo cenniejszego czas z najbliższymi.